Zapachy i smrody

Dużo tutaj „perfumerii” ostatnio..

Ja, żeby nie być hipokrytą, muszę tez troszeczkę o zapachach i smrodkach popisać. Otóż czytają mnie ludzie (jak coś napiszę) nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim tu, w Szwajcarii. Czytają Polacy i Polki..

i przekładają to znajomym Szwajcarkom i Szwajcarom. Nie komentują na necie, komentują w realu. I tak, po przefiltrowaniu plotek i pomówień najpierw dotarło do mnie to, ze „śmierdzę prawicą”. Zadałem sobie trud, wypiłem sporo piwa i wódki na różnych fetach i podczas koncertów muzycznych, by zidentyfikować owych wąchaczy..

udało się, i na żywo, nie on-line, ale fizycznie sobie pewne niuanse zapachowe wyjaśniliśmy.

Ja, jak prawie każdy bywam paranoikiem również, a więc rusza moje ego słowo-klucz: „smród”. Wyjaśniliśmy, ze to ma związek stricte uwarunkowany polska geopolityką, i to ze Polak Polaka, oraz i zwłaszcza Polka Polaka zrozumie, ale nijak przełożyć dla sfederowanych (albo sFedererowanych) umysłów szwajcarskich nie może. Bo oni i owszem są przeciw fanatykom islamskim zwłaszcza, ale i przeciw katolikom (ale to tradycja w tym kalwinistycznym regionie Vaud).

Aha.. co dla Suissa śmierdzi, to rozsądna Polka rozumie – pomyślałem sobie i zabrałem się do tłumaczenia Suissom z polskiego „na nasze”.

Musze przyznać, ze poszło dosyć gładko, dlatego ze nie bawiąc się w szczegóły zapytałem mojego dosyć bliskiego kumpla, czy jest w stanie poczuć zapach polskiej poezji, nie nie tej wielkiej, ale mojej, gdzie w zależności od nastroju albo zachwycam się Alpami, albo mam doła.. geopolitycznego. Odpowiedział przytomnie, ze raczej musiałby wyłapać kontekst kulturowy, owo sapore di sale, ale polskie, bo tak to raczej musi polegać na przekładach cudzych, przeważnie na angielski, bo akurat moja pani krytyk jest w angielskim mocna, a po francusku powiedzmy da rade zamówić sobie pizza pepperoni.. Aha, i teraz myśląc po angielsku frankofon ma wyłapać klimat Alp, tych gór po drugiej stronie jeziora, co nam klimat regulują, żeby winnice dawaly dobry półprodukt, raz deszcz, trochę słońca i mało wiatru, choć czasami to halny wieje w Vevey..

, a Stan popijając Montepulciano (włoskie, czerwone..) łapie klimat alpejski i wiersz pisze, pogwizdując i głaszcząc znajomego, czarnego psa.

Jest jedenasta przed południem

wszyscy wyszli na plażę

Czarny Pies poszedł spać w środę

albo czwartek i zjawił się dzisiaj

czuję się dobrze w jego towarzystwie

i czytam o różnicy między śniegami w Alpach

jedni przechowują je od zimy i rozpoznają

drudzy przechowują je i kręcą z nich lody

dla Czarnego Psa niewiedza zdaje się cnotą

a może należałoby wstać

wyjść prosto w słońce nad Lemanem

i poopalać się z Oktawią i chłopakami

jeśli ktoś lubi pływać

to musi poradzić sobie z kamieniami

na dnie

.. i voila, przekładaj..

04 września 2017 roku

RobertzJamajki

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s